Ponad trzydzieści lat temu, jako początkujący myśliwy nabyłem dwie nowe nadlufki:
Iż – 27 JS oraz Toz-34. Oba w słusznym kalibrze 12/70. Byłem z tego powodu bardzo dumny.
Strzelby pochodziły z okresu, w którym broń rosyjska określana była zwrotem „gniotsia, nie
łamiotsia” i charakteryzowały się dobrym pokryciem. „Tułka” miała jeszcze ładny
grawerunek, niską baskilę i małą masę.
Wydawało mi się wtedy (parafrazując pewnego mądrego konspiratora) że jak ma się
dwie dobre strzelby to ma się wszystko. Z poczuciem pewnej wyższości patrzyłem na
posiadaczy jednostrzałowej broni śrutowej. Szybko zmieniłem zdanie. Broń strzela ale
trafiają ludzie.

Jeden z moich znajomych był posiadaczem starej rosyjskiej jednolufki kalibru 16/70.
Odkupił ją za grosze (dosłownie za równowartość butelki alkoholu) od emerytowanego
podleśniczego, który używał ją kiedyś jako broni służbowej. Śrutówka wyglądała tak, jakby
nikt nigdy jej nie czyścił i nie konserwował. Osada wymagała renowacji, a oksyda była
mocno pościerana. Mimo to nowy właściciel chętnie zabierał ją na polowania. Było to
niezrozumiałe, miał bowiem i dubeltówkę. Dlaczego preferował starego „łamańca”. Zalety
jednorurki poznałem dopiero podczas wspólnych wypraw na kaczki. Otóż jego zdezelowana
„szesnastka” (fakt, z pełnym czokiem) bez problemu zdejmowała dalekie krzyżówki, nawet
na zupełnie granicznym dystansie! Po którymś z kolei polowaniu nie wytrzymałem i
poprosiłem o możliwość sprawdzenia tej broni. Ustawiliśmy kilka celów na 50, 60 i 75
dużych kroków – co odpowiadało (mniej więcej) odległościom 40, 50 i 60 metrów. Wiązka
śrucin dawała nie tylko kapitalne pokrycie ale i zgęszczenie. Wręcz niszczyła bliższe cele i
była skuteczna nawet na najdalszym dystansie (!). Co ciekawe, broń świetnie biła także z
polskiej breneki – właściciel trafiał z 50 metrów w okolice dziewiątki na tarczy dzika.
Od tej pory kilkakrotnie widziałem w akcji rosyjskie pojedynki śrutowe i prawie
wszystkie charakteryzowały się wysoką ciętością i dobrym pokryciem. Nawet tak zniszczone,
że nie dałbym za nie złamanego grosza.

Pojedynka, zwana też jednorurką czy jednolufką jest jednostrzałową bronią łamaną. W
naszym kraju znajduje nielicznych zwolenników, za to jest popularna w USA czy Turcji.
Wynika to z bardzo przystępnej ceny oraz niezłych właściwości użytkowych. Pojedynki są
albo bardzo drogie (zwłaszcza wzorowane na starych, kurkowych modelach) albo
ekstremalnie tanie. Ta ostatnia opcja oczywiście przeważa.
Generalnie jednorurki cechują się mocną i prostą budową. Lufy tej broni są długie i
chromowane (w nowszych wzorach). Charakteryzują się też korzystnym tłumieniem drgań
wymuszonych. Wpływa to na równomierność rozsiewu śrutu i zwiększenie celności.
Pojedynki są bronią bardzo lekką i dogodną do prowadzenia lufą przed ruchomym celem.
W naszym kraju spotyka się najczęściej śrutówki rosyjskie.
Wszystko zaczęło się od modelu Iż-5. Była to modyfikacja amerykańskiego „łamańca”
firmy Iver Johnson, dlatego wielu określało go jako Iżewsk-Johnson. Strzelbę produkowano
w latach 1924 – 1941, w kalibrach 16, 24 i 28. Wytwarzanie wznowiono w roku 1945 i
zakończono cztery lata później. Zapotrzebowanie było tak duże, że do produkcji włączyły się
zakłady w Tule. Produkowały one broń w latach 1932 – 1941, wyłącznie w kalibrach 16 i 20.
Stosowano lufy długości 680 – 760 mm, z czokiem stałym typu cylinder. Grubość ścian lufy
była znaczna, poprawiało to jej wytrzymałość i ograniczało podrzut.
Przy realnym braku czoka pokrycie musiało być niewysokie. W instrukcji strzelby
podano, że dochodziło do 35 – 40% na 35 metrów. Trzeba przy tym pamiętać, że ówczesne
naboje nie miały koszyczka. Snop śrutu leciał szeroko, ułatwiało to strzały z bliska (np. w
lesie) ale ograniczało zasięg maksymalny.
Bezpieczeństwo obsługi poprawiał kurek zewnętrzny. Broń otwierało się przez
przekręcenie górnego klucza w prawo. Stosowano proste, pojedyncze zamknięcie. Siła
spustu była ustawiona fabrycznie na 2,5 – 3,0 kg. Dwuczęściowe łoże wykonywano z brzozy.
Czółenko było zdejmowane, w wersjach powojennych wprowadzono ulepszony zatrzask.
Masa broni, w zależności od kalibru wynosiła 2,5 – 2,9 kg.

Iż-5 był odporny mechanicznie i wysoce niezawodny, dlatego cieszył się wielką
popularnością wśród zawodowych myśliwych (z ros. „promysłowików”). Poszukiwano
zwłaszcza wersji w mniejszych kalibrach, bo oszczędzały skórki i tuszki. Takie naboje
ważyły mało i w związku z tym można ich było zabrać więcej. Długie lufy dobrze
prowadziły pociski kulowe. Broń świetnie strzelała także grubym śrutem.
Kolejną pojedynką śrutową była strzelba ZK . Opracował ją W.A. Kazancew, w roku
1949. W literaturze spotykana jest także nazwa Zlatoust- Kazancew, od fabryki Zlatoust,
gdzie była równolegle wytwarzana. Produkcję prowadzono do roku 1955; potem
wprowadzono zmodyfikowaną wersje ZKM (1956 – 1958). Łącznie w samym Iżewsku
powstało 754 tys. egzemplarzy. Broń oferowano w kalibrach 16,20,24,24 i 32, tylko z
komorą 70 mm, pod łuski tekturowe i mosiężne. Strzelba miała lufy długości 720 – 750 mm,
z czokami typu cylinder lub ulepszony cylinder (1/4). Cechą charakterystyczną był kurek
zewnętrzny (przy czym iglicę rozdzielono z kurkiem) oraz klucz do otwierania, umieszczony
pod kabłąkiem spustowym.
Łoże dwuczęściowe wykonywano z buka lub brzozy. Kolba dysponowała szyjką
prostą (typ angielski) lub chwytem półpistoletowym. Baskila miała lekki, maszynowy
grawerunek. Ciekawostką była możliwość osadzenia w lufach 16/70 wkładki pod nabój
bocznego zapłonu. Amunicja kalibru .22 LR pozwalała na upolowanie małych zwierząt
futerkowych, co było niezwykle istotne dla myśliwych, żyjących np. z łowów na sobole.
Masa broni wynosiła 2,5 – 3,0 kg.
ZKM to model nieco ulepszony, wytwarzany w modyfikacjach ZKM-1 i ZKM-2.
ZKM-2 odróżniał się od wersji „1” tylko maszynowym grawerunkiem. Produkowano także
wersje luksusowe (tzw. sztucznyje), z muszką, lepszym orzechowym łożem, ręcznie
wykonaną grawerką i dobrym wykończeniem. ZKMSz-2 miał podwyższone parametry
pokrycia, co wynikało z wykorzystania luf wyższej jakości. Język spustowy i klucz dolny
były niklowane bądź chromowane.
Modele ZK-B i ZB to jednorurki zbliżone do ZK ale z kurkiem wewnętrznym.
Produkowano je w fabryce Zlatoust, od końca lat czterdziestych XX wieku, praktycznie
przez dekadę. ZK-B wypuszczono w kalibrach 16,20,24 i 28, z łuską długości 70 mm.
Komora pozwalała na używanie zarówno łusek tekturowych jak i mosiężnych. Lufa długości
750 mm była wyposażona w czok stały. Zamknięcie pojedyncze, na hak dolny
charakteryzowało się wytrzymałością i trwałością. Iglica napinała się przy otwieraniu broni
ale można było ją napiąć i bez łamania strzelby, przy pomocy dolnego klucza. Bezpiecznik
blokował język spustowy.
Łoże wykonywano z brzozy , kolba miała chwyt półpistoletowy lub szyjkę prostą. Do
modelu ZK-B kal. 16/70 w latach 1949 – 1952 wykonywano dodatkową lufę wkładkową kal.
22 LR. Strzelba z wkładką ważyła 3,0 kg, bez niej 2,6 kg.
ZB to modyfikacja pojedynki ZK-B. Wytwarzano ją w kalibrach 16,20 i 28, z lufami
długości 720 – 750 mm i słabymi czokami. Wersje ZB-1 i ZB-2 różniły się wykończeniem, ta
ostatnia miała grawerunek. „Luksusowa” odmiana ZBSz-1 charakteryzowała się lepszymi
parametrami pokrycia i ciętości oraz orzechowym łożem.
W latach 1956 – 1964 w Iżewsku produkowano kurkową strzelbę IżK, w kalibrach
16,20,28 i 32, z komorą 70 mm.
Model ten niewiele różnił się od ZK, ale poprawiono mocowanie czółenka i
wprowadzono szczerbinkę.
Lufy kurkówki miały długość 680 – 780 mm i czok typu ulepszony cylinder (1/4).
Pokrycie przekraczało 40 %.
Bezpiecznik nie pozwalał na oddanie strzału przy broni nie zamkniętej; nie dało się
wtedy napiąć kurka. Z kolei przy kurku napiętym nie można było broni otworzyć.
Istniało kilka wersji tej jednorurki. IżK-1 miał przewód wewnętrzny zabezpieczony
cienką warstwą chromu. Z kolei IżK-2 charakteryzował się wymiennymi czokami,
nakręcanymi na lufę. IżK-3 także miał czoki wymienne ale i chromowaną lufę. IżK-4 kalibru
16 produkowany był z lufą wkładkową pod nabój bocznego zapłonu, przy czym wkładka
miała tylko 150 mm długości.
Odmiana przeznaczona dla młodzieży i polujących pań (Iżk-5) charakteryzowała się
skróconą lufą (650 mm) i mniejszą długością kolby. IżKSz to wersja luksusowa, z niezłą
grawerką, orzechowym łożem i podwyższonymi parametrami pokrycia. Minimalną
żywotność śrutówki określono na 6 tys. strzałów. Masa broni wynosiła 2,25 – 3,0 kg.
Łączna produkcja wszystkich odmian IżK przekroczyła 2 mln sztuk.
IżKB (IżB) to pojedynka bez kurka zewnętrznego, produkowana w latach 1960 –
1963. Wypuszczono ponad 120 tys. egzemplarzy tej broni, głównie w kalibrze 16, rzadziej
20,28 czy 32. Lufy miały długość 700 – 780 mm i czok typu ulepszony cylinder. Masa lufy w
kalibrze 16/70 wynosiła 1,4 – 1,5 kg, przy standardowej długości 720 mm. Średnica lufy kal.
16 dochodziła do 17 mm, komory nabojowej 18,9 mm.
Śrutówka charakteryzowała się – jako pierwsza obecnością wskaźnika napięcia iglicy.
Miała też górny, przesuwny bezpiecznik i dodatkową szczerbinkę na baskili.
Dalszą modernizację prowadził inżynier G.A. Zakirow. W rezultacie, w 1963 roku
powstała strzelba Iż-17, która odróżniała się od IżK zwiększoną wytrzymałością
mechanizmów (w tym spustowo – uderzeniowych), niższą masą, lepszym zbalansowaniem,
dobrym pokryciem i przyzwoitym wzornictwem.
Broń wytwarzano do połowy lat siedemdziesiątych, w kalibrach 12,16,20,28 i 32, z
lufami długości 675 – 730 mm. Stosowano wyłącznie czok stały typu ulepszony cylinder.
Minimalną żywotność broni określono na 8 tys. strzałów. Wytworzono ponad 503 tys.
egzemplarzy, przy czym 38 tys. trafiło za granicę.
Kolejnym modelem rozwojowym pojedynek z Iżewska jest Iż-18, wdrożony w 1964
roku. Zastąpił ostatecznie Iż-17, od którego różni się bezpiecznikiem zlokalizowanym z tyłu
kabłąka spustowego. Do 1982 roku wytworzono ok. 800 tys. egzemplarzy wersji
podstawowej (z czego 433 tys. na eksport), jednocześnie w latach 1970-1982 produkowano
wersje z eżektorem (Iż-18E, ok. 259 tys. sztuk). Obecnie produkowane są zmodernizowane
modele Iż-18M-M (od 1992 roku), Iż-18EM-M oraz wersje z lufą gwintowaną Iż-18MN. Te
ostatnie cieszą się największym zainteresowaniem.

Nowsza jednolufka produkowana jest głównie w kal. 12/76 Magnum. Przy
stosowaniu standardowych nabojów 12/70 w komorze 76,2 mm pokrycie spada o ok. 6 – 10 %.
W mniejszych ilościach wytwarzane są modele kal. 16/70, 20/76 i .410/76. Lufa, wraz z
komorą nabojową są chromowane. Żywotność wynosi minimum 8 tys. strzałów.
Jakie są zalety Iż-18? Wymienić należy dużą skuteczność strzału. Pokrycie z reguły
jest powyżej oczekiwań. Godne podkreślenia są mała masa i dobre zbalansowanie broni.
Jakość wykonania i wykończenia wydają się zupełnie niezłe. Dochodzą jeszcze odporność na
korozję i trudne warunki eksploatacji, nieskomplikowana obsługa oraz wyjątkowo niska
cena.
Do wad trzeba zaliczyć duży odrzut broni, zwłaszcza w kalibrze 12/76. Powoduje on
szybkie zmęczenie strzelca a nawet może wyzwolić lęk przed strzałem. Brak szyny
celowniczej nad lufą utrudnia celowanie. Bezpiecznik w obrębie kabłąka nie zapewnia
komfortu, jest też trudny w obsłudze. Cześć egzemplarzy cechują się niską jakością osady.
Wynika to z użycia gorszych gatunków drewna.
Dane techniczne Iż-18:

Warto napisać kilka zdań o pojedynce Toz-119. Model ten pierwszy raz pokazano w
1996 roku, w szerokiej gamie kalibrów. Śrutówka miała kurek zewnętrzny. Chromowaną lufę
„łamało” się za pomocą dźwigni umieszczonej pod kabłąkiem spustowym. Na lufie
montowano proste przyrządy celownicze – muszkę i szczerbinkę. Żywotność podzespołów
była znacznie większa niż w Iż-18. Lufa miała gwarancję na 10 tys. strzałów.
Dane techniczne:

Raczej jako ciekawostkę należy wymienić OF-23 „Tuzik” (Bąk). Modelem bazowym
był zwykły pistolet sygnałowy (rakietnica). Opracowano do niego zestaw konwersyjny
obejmujący lufę, elementy montażu i kolbę. Znane były warianty w kalibrach 12, 16, 20, 28 i
32 a nawet sztucery pod naboje małokalibrowe. Broń była produkowana w zakładach Mołot
w Wiatskich Polianach, od 1993 roku.
OF-23 rozbiera się do transportu na trzy podstawowe części: lufę, pistolet właściwy i
kolbę. Całość przewozi się sztywnym futerale. Lufa długości 470 mm jest za krótka do
celów łowieckich. Kolbę z aluminiowej wypraski zakończono amortyzatorem z grubej gumy.
Szybkostrzelność zwiększa ładownik na 5 nabojów, umieszczony z prawej strony kolby.
Śrutówka ma bezpiecznik chwytowy.
Wadą „Tuzika” jest potężny odrzut, zwłaszcza w kalibrze 12. Broń jest godna
polecenia tylko w zastosowaniach survivalowych. Bardzo poszukują jej kłusownicy.
Pojedynki śrutowe produkowane są nie tylko w Rosji. W samej Turcji wytwarza się
setki modeli, zarówno z kurkiem zewnętrznym jak i wewnętrznym. Broń ta wciąż znajduje
wielu zwolenników przede wszystkim z powodu niskiej ceny. Wreszcie, wciąż nie brakuje
ludzi którzy hołdują przeświadczeniu, iż etyczny myśliwy strzela tylko raz.
Nasi łowcy nie lubią strzelb jednostrzałowych. Preferują nadlufki, rzadziej tradycyjne,
horyzontalne dubeltówki. Dwie lufy pozwalają na szybką poprawkę lub ostrzelanie kolejnego
celu. Są też bardziej uniwersalne, bo w jednej lufie możemy mieć śrut, w drugiej brenekę.
Jeszcze inni kupują strzelby samopowtarzalne, z pojemnym magazynkiem. Niestety,
stawianie zapory pionowej z ołowiu niczemu nie służy. Populacje ptactwa wyraźnie się
zmniejszają. O wiele bardziej godny szacunku jest ten strzelec, który strzela tylko raz ale za
to celnie.
Komu można polecić nostalgiczną pojedynkę śrutową?
Moim zdaniem nadaje się dla młodych strzelców, którzy dopiero nabywają
doświadczenia w łowisku. Ze względu na bardzo niską masę mogą ją polubić polujące Diany.
Sprawdzi się także w rękach myśliwych w zaawansowanym wieku czy gorszej kondycji
fizycznej.
Jeśli zamierzamy wdrażać naszych synów do pasji łowieckiej (musimy to robić,
inaczej PZŁ stanie się związkiem emerytów i rencistów) powinni zaczynać od treningu z
jednolufką, najlepiej w mniejszym kalibrze (16, 20, .410). Polowanie z taką bronią uczy
pokory i cierpliwości. Strzał musi być wypracowany, bo możliwości powtórzenia raczej nie
będzie.
Używane pojedynki z byłego ZSRR można nabyć za przysłowiowe grosze. Widziałem
komisowe egzemplarze (w całkiem przyzwoitym stanie!) za… 100 – 150 zł. Warto ocalić taką
broń od zapomnienia, nawet jeśli będzie wymagała renowacji. Osadę możemy poprawić sami,
wystarczy papier ścierny o drobnej strukturze i olej lniany.
Stara śrutówka doceni starania i szybko się nam odwdzięczy…
Marek Czerwiński

