Pistolet Walther TPH opracowano w 1969 roku, jako następcę Walthera TP (z 1961
roku), który to był konstrukcją dość nieudaną.
TPH z niemieckiego oznacza Taschenpistole mit Hahn czyli pistolet kieszonkowy z
kurkiem. Można zaryzykować stwierdzenie, iż właśnie ta broń zakończyła epokę małych
europejskich pistoletów do obrony osobistej.
Broń była oferowana w kalibrach 6,35 mm Browning (.25 ACP) oraz .22 LR. Obecnie
jak coś nie strzela amunicją .357 Magnum (a przynajmniej 9 mm Luger) uważane jest za
„muchobojkę”. Świat zaczął odchodzić od małych i słabych energetycznie nabojów,
zapominając że służby specjalne (choćby izraelski Mossad) po dziś dzień używają amunicji
kalibru .22 LR. Miękki ołowiany pocisk o masie 2,6 g wystarczy, by skutecznie razić
dorosłego mężczyznę – wszak wyliczono, że na człowieka wystarczy 70 J. Źle to świadczy o
odporności naszego gatunku; więcej dżuli wymaga upolowanie zająca. Pocisk .22 Long Rifle
z krótkiej lufy pistoletu jest w stanie osiągnąć ok. 90 J. Dotyczy to naboju standardowego,
silniejsze elaboracje typu Hyper Velocity czy High Speed osiągają nawet 120 – 130 J.
I śmiać się nie ma z czego, bowiem pocisk ołowiany szybko grzybkuje i jeśli przejdzie
na wylot (np. przez kończynę) wyrwie otwór o średnicy kilku kalibrów. Powoduje też silne
obrażenia organów wewnętrznych. Część szybszych pocisków (zwłaszcza miedziowanych)
dysponuje dodatkowym otworem wierzchołkowym, przyspieszającym deformację. Taki
pocisk może nie spowodować natychmiastowego działania obalającego ale rany będą
– o ile ofiara przeżyje – bardzo trudne do leczenia. Uważam ołowiany pocisk kalibru .22 LR za
skuteczniejszy od pełnopłaszczowego 6,35 Browning, mimo mniejszego kalibru.
Walther TPH odniósł spory sukces w USA. Ze względu na specyficzne prawo
licencyjną produkcję tej broni podjęła firma Interarms. Europę zaopatrywały macierzyste
zakłady w Ulm.

Przy jego opracowaniu wzięto pod uwagę bogate doświadczenie firmy Walther,
choćby z pistoletami Model 9 czy 8 oraz słynnym PPK. Pod względem budowy
mechanizmów TPH bardzo przypomina Walthera PPK, tak samo zresztą się rozkłada i składa.
Pistolet działa na zasadzie odrzutu zamka swobodnego, ryglowany jest masą zamka.
Po wystrzeleniu ostatniego naboju zamek zostaje w tylnym położeniu. Przypomina to o
konieczności wymiany magazynka i zwiększa szybkostrzelność praktyczną. TPH nie jest
wyposażony w zewnętrzną dźwignię zrzutu zamka. Aby zwolnić zamek w przednie położenie
należy odłączyć pusty magazynek, po czym odciągnąć zamek nieco w tył i swobodnie
zwolnić. Jeśli wcześniej wymienimy magazynek na pełny, wracający zamek wprowadzi nabój
do komory nabojowej i broń będzie gotowa do strzału.
Bezpiecznik nastawny umieszczony jest z lewej strony zamka. Skrzydełko
bezpiecznika ma dwa położenia, pozycja „odbezpieczone” (górne położenie ) sygnalizowana
jest dobrze widoczną czerwoną kropką. TPH można przeładować w stanie zabezpieczonym,
przy czym uruchomiony bezpiecznik odłącza spust od szyny spustowej. Pełni także funkcję
zwalniacza napięcia kurka.

Broń wyposażona jest w mechanizm uderzeniowy kurkowy z kurkiem zewnętrznym.
Funkcjonuje on w systemie SA/DA, a więc pierwszy strzał można oddać także z
samonapinania, jak w PPK.
TPH posiada szkielet ze stopu lekkiego, natomiast lufa i zamek wykonane są ze stali
węglowej. Obniża do masę broni do ok. 310 – 325 g (w stanie niezaładowanym, waga zależy
od materiału okładzin chwytu). W USA Interarms wytwarzało także TPH z zamkiem ze stali
nierdzewnej. Lufa ma długość 71 mm. Długość całkowita broni to 136 mm, wysokość 95
mm, szerokość 23 mm.
Okładziny chwytu wykonane są w standardzie z czarnego tworzywa. Część
egzemplarzy amerykańskich była wyposażona fabrycznie w bardziej ergonomiczne i większe
okładziny z orzecha włoskiego.
Firma Walther oferowała także wymienne okładziny orzechowe, które można było
dokupić w opcji.
Spotyka się także wersje ekskluzywne, z bogatym grawerunkiem. Kolejna odmiana
była przeznaczona do osadzenia modulatora dźwięku. Charakteryzuje się ona dłuższą lufą, z
nagwintowanym (i zabezpieczonym nakrętką) wylotem.

Pistolet, niezależnie od kalibru zasilany był ze stalowego, jednorzędowego
magazynka o pojemności 6 nabojów. Magazynek zakończono kopytkiem z tworzywa, które
przedłuża chwyt. Jest to konieczne, bo sam chwyt jest nieco za krótki, zwłaszcza dla osób o
dużych dłoniach. Zatrzask umożliwiający wyjęcie magazynka umieszczony jest na spodzie
chwytu. Wymaga to niestety użycia drugiej dłoni.
Broń można kupić na naszym rynku już za 900 zł. Dotyczy to wersji standardowej.
Niektóre sztuki (zwłaszcza od niemieckich kolekcjonerów) są zupełnie nieużywane, ba,
pewnie nawet nie wyjmowane z pudełek. Egzemplarze z zapasowym magazynkiem i
okładzinami z orzecha kosztują ok. 1100 – 1400 zł. Cena wersji jubileuszowej, z pięknymi
ornamentami roślinnymi może przekraczać 1800 zł.
Warto wiedzieć, iż nowy TPH na rynku niemieckim zawsze zaliczał się do broni dość
drogiej. W 1992 roku kosztował 827 marek. Dla porównania, cena kieszonkowego pistoletu
Erma 552 nie przekraczała 268 DM. Czeski CZ 83 kosztował 499 DM, a CZ 75 równo 598
DM. Za Mausera 90 DA (czyli de facto FEG – a) trzeba było zapłacić niecałe 600 marek.
Nawet potężnego Colta wz. 1911 A1 z firmy Auto-Ordnance można było kupić za 748 DM.
Co ciekawe Walther P38 (ze szkieletem z duralu) był tańszy od TPH! Ceny pochodzą
z katalogu Frankonii 1991/92. Jak widać, niemiecka jakość musiała kosztować.
Jakie sygnatury można spotkać na tej broni? Z lewej strony zamka bite jest oznaczenie
i logo producenta – firmy Walther (wraz z adresem), modelu i kalibru. Z prawej strony
zamka, tuż nad spustem może znajdować się napis Made in Germany.
Jeśli broń pochodzi z USA nad logo Walthera jest napis UNDER LICENCE OF (pod
licencją Walthera). Nazwa producenta jest też umieszczana na plastikowych (czasem także
orzechowych) okładzinach chwytu. Z prawej strony zamka, tuż nad przednią częścią kabłąka
spustowego może być bity numer ale też oznaczenie importera bądź producenta z USA
(Interarms, wraz adresem). Jeśli producentem jest Interarms, nad sygnaturą umieszczony jest
napis „Made in USA”. Numer broni jest też bity na prawej stronie chwytu

Częściowe rozkładanie broni jest bardzo proste i praktycznie identyczne jak w naszych
P64 czy P83. Po wyjęciu magazynka i sprawdzeniu czy w komorze nabojowej nie ma naboju
odciągamy przednią część kabłąka spustowego w dół, aż do oparcia go na szkielecie.
Następnie odciągamy zamek w tylne położenie i zwalniając go w przód zdejmujemy ze
szkieletu. Pozostaje odłączyć sprężynę powrotną i można przystąpić do czyszczenia broni.
Produkcję Walthera TPH przerwano w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego
wieku. Dlaczego? Sama broń się nie zestarzała ale wyraźnemu spadło zapotrzebowanie na
mini pistolety pod naboje .22 LR czy .25 ACP. Dotyczyło to przede wszystkim rynku USA.
Wszyscy szukają wysokiego współczynnika „stopping power”. Dziś uważa się powszechnie,
że nawet naboje 7,65 Browning, .380 ACP czy 9 mm Makarow są za słabe do obrony
osobistej. Wynika to głównie z bogatych doświadczeń amerykańskich i walki z
przestępczością zorganizowaną.
Nasuwa się pytanie – czy warto kupić taką broń? Nawet trzeba. Poziom wykonania i
wykończenia Walthera TPH jest bardzo wysoki. Dotyczy to praktycznie każdego podzespołu,
także magazynka. Broń, mimo krótkiej lufy i słabego naboju charakteryzuje się przyzwoitą
celnością i niezawodnością. Sprawdzane egzemplarze funkcjonowały perfekcyjnie przy
nabojach od różnych producentów, także – w przypadku .22 LR przy amunicji o niskiej
naważce ładunku prochowego. Większość pistoletów pod ten nabój wymaga pocisków o
wyższej prędkości początkowej (HV, HS). Inaczej dochodzi do zacięć, związanych z
niewyrzucaniem łuski. Dwa testowane TPH przeładowywały bez problemów nawet wolne
Subsoniki i radziły sobie ze zleżałą amunicją typu Sport, z magazynów LOK.
Nie jest to pistolet tarczowy i nie może się równać z bronią o lufie długości 152 mm.
Mimo to da się celnie strzelać do ok. 15 metrów, oczywiście nie do tarczy sportowej lecz
wojskowej (popiersie 23 P). Pomagają w tym dość czytelne stałe przyrządy celownicze.
Miałem możliwość strzelania z wielu pistoletów kieszonkowych. Z niektórych trudno
było trafić w sylwetkę, nawet z dystansu 7 – 8 metrów. 10 metrów to odległość wręcz
graniczna. TPH jest wyjątkiem. To maluch z aspiracjami. Mały ale nerwowy. W żadnym razie
nie należy go lekceważyć.
Do bardzo nielicznych wad broni zaliczam szkielet z duralu. Owszem, jest bardzo
lekki ale mniej wytrzymały od stali. Nie ma to oczywiście większego znaczenia przy
kalibrach .22 LR czy 6,35 Browning – broń się raczej nie zużyje. Istotniejsze jest jednak
łatwiejsze wycieranie się pokrycia, a nałożenie nowej warstwy ochronnej na stopach lekkich
jest trudniejsze niż na stali węglowej.
Pistolet nadaje się dobrze do strzeleckiej rekreacji. Może być również rozpatrywany
jako druga bądź trzecia broń do ochrony osobistej, np. do skrytego noszenia na kostce. Do
tego ostatniego celu bardziej nadaje się standardowy model z okładzinami z czarnego
tworzywa. Okładziny orzechowe choć ergonomiczne są różnie profilowane, w każdym razie
niektóre obejmują jeszcze kopytko i wyraźnie zwiększają szerokość broni. Przy próbach
szybkiego wyciągania mogą zahaczyć o kaburę lub nogawkę.
TPH wspomoże broń główną. Ze względu na małe gabaryty nie będzie widoczny pod
ubraniem. Niska masa nie męczy, nawet przy długotrwałym noszeniu. Naboje pod względem
TKO są oczywiście słabe ale sprawdzą się w broni ostatniej szansy. Pistolet w kalibrze 6,35
mm może być formalnie przeznaczony do samoobrony ale tylko dla tych, które oceniają
ryzyko napadu jako stosunkowo niskie. Ktoś stwierdzi – do tego celu znacznie lepiej nadaje
się mały, pięciostrzałowy rewolwer kalibru .38 Special, na szkielecie ze stopów lekkich (np.
Smith & Wesson Airweight). Będzie miał rację ale tylko częściową. Jeśli nasza „trzydziestka
ósemka” ma mieć masę ok. 400 g to jej utrzymanie w dłoni po strzale (zwłaszcza z naboju
pełnej mocy) wydaje się bardzo problematyczne. W każdym razie szybkie dublety będą
prawie niemożliwe, bo lufa jest mocno podrywana w górę. Rewolwer .38 Spc., aby był w
miarę komfortowy przy prowadzeniu ognia musi ważyć minimum 600 g. Niestety, taką masę
trudno ulokować na kostce.
Na naszym rynku nie brakuje małych pistoletów. Najliczniej na rynku wtórnym
występują hiszpańskie modele firm Astra i Star. Nieco mniej dostępne są wzory z
Czechosłowacji (np. vz. 92) i Francji (Unique Mikros). Nie wytrzymują one jednak
konkurencji z małym Waltherem.
Reasumując – TPH jest obowiązkową pozycją w kolekcji dobrej broni krótkiej, tuż za
kultowym PPK.
Marek Czerwiński

